Drugi najdroższy rynek od 130 lat i co to oznaczało
Indeks S&P 500 znajduje się blisko rekordu, jednak jego wskaźnik Shillera CAPE osiągnął drugi najwyższy poziom od 130 lat. Sprawdź, co w przeszłości oznaczało kupowanie przy takich wycenach.
Redakcja Deriv · 15 lipca 2026 · 4 min czytania

Wysoka cena mówi Ci, ile płacisz. Wycena mówi, co za to dostajesz. Indeks S&P 500 jest blisko swojego rekordu, jednak według wskaźnika Shillera CAPE jest to drugi najdroższy rynek od ponad 130 lat – wyższy poziom odnotowano tylko podczas szczytu bańki internetowej w grudniu 1999 r.
Ten jeden fakt można interpretować na dwa sposoby. Indeks jest silny. Punkt wyjścia dla przyszłych zysków jest jednak słaby. Obie te rzeczy są prawdziwe jednocześnie, a różnica między nimi to cała istota sytuacji.

Cena blisko rekordu, wartość blisko ekstremum
Według stanu na 14 lipca 2026 r. indeks S&P 500 znajduje się w okolicach 7 550 pkt., tuż poniżej swojego szczytu z 2026 r. Rozmach wydaje się nienaruszony.

Wskaźnik Shillera CAPE mówi co innego. Zgodnie z danymi z tego miesiąca wynosi on około 41,4. W ponad 130-letniej historii tylko jeden odczyt był wyższy: 44,19 w grudniu 1999 r. To rzadkość, nad którą warto się zatrzymać. To nie znaczy po prostu „drogo”, ale drogo na skalę, jaką widziano wcześniej tylko raz w ciągu wieku.
Rekordowa cena i historyczne ekstremum wyceny to nie to samo i rzadko idą w parze. Tym razem tak się stało.
Co właściwie mierzy wskaźnik CAPE
CAPE porównuje dzisiejszą cenę z dochodami skorygowanymi o inflację na przestrzeni dekady. Wygładza on dobre i złe lata, aby pokazać, ile płacisz za stały strumień zysków.
Możesz o tym myśleć jak o teście stosunku czynszu do dochodów dla całego rynku. Wysoki odczyt nie oznacza, że jutro ceny spadną. Oznacza to, że płacisz więcej za każdego dolara zysku, więc znaczna część dobrych wiadomości jest już uwzględniona w cenie.
Co ostatnim razem oznaczało kupowanie na tym poziomie
Porównanie z 1999 r. jest najbardziej obrazowe. Po osiągnięciu szczytu przez CAPE, S&P 500 zanotował maksimum w 2000 r., a następnie spadł o około 49% do dołka z października 2002 r. Naszpikowany spółkami technologicznymi Nasdaq stracił około 78%. Indeksowi S&P 500 zajęło lata, aby powrócić do dawnych szczytów.
Inne skrajności zdają się potwierdzać tę regułę. Wskaźnik CAPE na poziomie blisko 32 we wrześniu 1929 r. pojawił się tuż przed krachem Wielkiego Kryzysu. Odczyty powyżej 33 na początku 2018 r. i blisko 38 pod koniec 2021 r. poprzedziły skok zmienności i bessę z 2022 r. rzędu 25%.
Wzorzec nie polega na tym, że wysoki odczyt CAPE zwiastuje rynkowy szczyt. Chodzi o to, że start z poziomu wysokiego CAPE oznaczał mniejsze długoterminowe zyski i głębsze spadki, gdy nastroje w końcu ulegały zmianie.
Dlaczego „drogo” nie oznacza sygnału do sprzedaży
Z drugiej strony trzeba uczciwie przyznać, że CAPE wskazywał na „drogi” rynek przez większość ostatniej dekady, a pomimo to ceny wciąż rosły. Jako narzędzie do wyczucia momentu (market timing), okazał się on bezużyteczny.
Rynkowe byki twierdzą, że dzisiejszy indeks jest w swej istocie inny. Opiera się on na nisko kapitałochłonnych, wysokomarżowych spółkach technologicznych i liderach sztucznej inteligencji, a nie na firmach przemysłowych, do mierzenia których stworzono wskaźnik CAPE. Skup akcji własnych (buyback) oraz sposób księgowania wartości niematerialnych i prawnych również podnoszą wskaźnik w porównaniu do ujęć historycznych. Zgodnie z tym podejściem, szybki wzrost zysków może pozwolić rynkowi dogonić własne wyceny, obywając się bez korekty cen.
Ten scenariusz jest bardzo realny. Oznacza to jednak stawianie na to, że zyski będą nadal szybko rosły z bardzo wysokiego mnożnika startowego – z niewielkim marginesem na pomyłkę.
Na co teraz zwrócić uwagę
W perspektywie krótkoterminowej należy zwrócić uwagę na kilka kluczowych wyznaczników.
- Klarowne przebicie w kierunku nowego szczytu kontra odrzucenie, które zatrzyma indeks w okolicach 7 550 pkt.
- Dołek ze spadku z 13 lipca w okolicach 7 515,84 pkt. stanowiący wsparcie; zdecydowane przebicie poniżej będzie sygnalizować zmianę nastrojów.
- To, czy wiodące spółki o potężnej kapitalizacji z sektora AI i układów scalonych nadal będą przekraczać prognozy zysków, czy zaczną notować wyniki poniżej oczekiwań.
- Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych (Treasury yield), której wzrost wywiera bezpośrednią presję na akcje o wysokich mnożnikach wyceny.
Dowody wskazują w jedną stronę. Wycena na tym poziomie nie jest wprawdzie sygnałem do sprzedaży, jednak oznacza mniejszą poduszkę bezpieczeństwa. Kiedy cena wyjściowa jest wysoka, rynek potrzebuje, aby wszystko szło zgodnie z planem, a w przeciwnym razie margines błędu jest znacznie mniejszy.
Często zadawane pytania
Został on spopularyzowany przez ekonomistę Roberta Shillera, dlatego często nazywany jest wskaźnikiem Shillera CAPE. Oblicza średnią zysków skorygowanych o inflację z ostatniej dekady, aby wygładzić krótkoterminowe wahania zysków i zapewnić stabilniejszy odczyt wyceny.
Sam w sobie – nie. Wskaźnik CAPE utrzymywał się na wysokim poziomie przez lata w czasie wzrostów na rynkach, przez co jest kiepskim narzędziem do wyczucia rynkowego momentu (market timing). Pokazuje on raczej oczekiwane długoterminowe stopy zwrotu i ryzyko spadków, a nie to, co wydarzy się w przyszłym tygodniu lub miesiącu.
Oblicza się go w ten sam sposób, ale krytycy twierdzą, że może on zawyżać wyceny w przypadku niskokapitałowych firm technologicznych o wysokich marżach. Zmiany w księgowości, takie jak skup akcji własnych (buyback) i ujęcie wartości niematerialnych, mogą również podnosić odczyt w porównaniu do starszych, opartych na przemyśle rynków.
Do popularnych wskaźników należą: prognozowany wskaźnik ceny do zysku (forward P/E), wskaźnik ceny do sprzedaży (P/S) oraz porównanie rentowności zysków do rentowności 10-letnich obligacji skarbowych (10-year Treasury yield). Żaden z tych wskaźników nie decyduje w pojedynkę; traderzy zazwyczaj analizują ich kilka jednocześnie.