Lekcja z lat 30. XIX wieku o miedzi: dlaczego „czerwone złoto” się nie załamie

Dlaczego miedź utrzymuje się mocno, mimo że wzrost spowalnia. Lata 30. XIX wieku pokazały, że rachunki za infrastrukturę pojawiają się przed korzyściami — dzisiejsza transformacja niesie ze sobą ten sam koszt.

Priyanka Joshi

Autor Priyanka Joshi · Wiceprezes ds. treści i marketingu w Deriv

28 January 2026 · 7 min czytania

Share

W przypadku metalu, który ma być barometrem cyklicznego wzrostu wglądy tradingowe, miedź zachowuje się z niezwykłą obojętnością wobec historii, którą rynki wciąż opowiadają same sobie analiza ekspertów

Wzrost spowalnia, badania przemysłu wypadają słabo, Chiny nie dostarczają już tak wyraźnego impulsu popytowego jak kiedyś, a mimo to ceny miedzi pozostają uparcie wysokie. W styczniu 2026 r. cena referencyjna utrzymuje się w przedziale od 5,8 do 5,9 USD za funt, po krótkim przekroczeniu 6 USD wcześniej w miesiącu, a trzy-miesięczne kontrakty LME są notowane w okolicach 12 800–13 000 USD za tonę.

Najważniejszy nie jest dokładny poziom, lecz odmowa spadku.

Odmowa spadku jest tu sednem 

Miedź nie zachowuje się tak, jak „powinna” w świecie zdominowanym przez narracje o spowolnieniu. I właśnie ta sprzeczność jest osią tego tekstu. Globalna gospodarka odkrywa, że odbudowa sieci energetycznych, systemów energetycznych i infrastruktury cyfrowej jest materialnie trudniejsza i droższa, niż zakładały nasze narracje o wzroście.

Jeśli jednak przejrzą Państwo Twitter/X lub serwisy informacyjne, zobaczą Państwo głównie euforyczne reakcje w stylu „... elektryfikacja potrzebuje XCU”; „transformacja energetyczna i centra danych pochłaniają czerwony metal”; „Sztuczna inteligencja, człowieku”. Każda z nich jest prawdziwa, ale niepełna. 

Opisują one, gdzie/jak miedź jest zużywana, ale nie dlaczego rynek nadal wycenia niedobór, mimo że krótkoterminowe sygnały gospodarcze słabną. Aby zrozumieć to napięcie, warto cofnąć się dalej, niż zwykle czuje się komfortowo komentarz rynkowy, do wcześniejszego momentu, gdy ambicje przemysłowe po raz pierwszy zderzyły się z ograniczeniami materialnymi.

Dlaczego lata 30. XIX wieku są tu istotne 

…ponieważ był to pierwszy raz, gdy gospodarka próbowała skalować nową infrastrukturę szybciej, niż pozwalała na to jej baza materialna.

Lata 30. XIX wieku nie były jeszcze epoką elektryczności, ale oznaczały moment, w którym postęp przemysłowy stał się na dużą skalę zjawiskiem fizycznym. Koleje szybko rozprzestrzeniały się po Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Silniki parowe mnożyły się. Wczesne systemy telegraficzne zaczęły skracać dystans w sposób, którego wcześniej nigdy nie próbowano. Miedź znajdowała się w centrum tej transformacji, była niezbędna do kotłów, okablowania, maszyn i komunikacji.

Popyt przyspieszył gwałtownie. Podaż — nie.

Na początku XIX wieku moce wydobywcze były geograficznie ograniczone, kapitałochłonne i powoli zwiększały skalę. Nowe złoża wymagały lat, aby je uruchomić, a sam transport był czynnikiem ograniczającym. Ceny rosły nie tylko z powodu spekulacyjnej gorączki, lecz także dlatego, że system fizyczny nie był w stanie dość szybko odpowiedzieć na ambicje, jakie przed nim postawiono. Skutkiem była zmienność, niepokój polityczny i presja finansowa na długo przed tym, jak szeroko odczuto wzrost produktywności. Koleje ostatecznie zmieniły gospodarki, ale najpierw obciążyły bilanse.

Tę część historii przemysłu często się pomija. Pamiętamy infrastrukturę, która powstała, a nie okres, w którym społeczeństwa musiały zmierzyć się z tym, jak kosztowna była jej budowa. 

Dwa stulecia później — znajome ograniczenie

W 2026 r. ambicje miedzi wyglądają inaczej pod względem formy, ale podobnie pod względem natury.

Elektryfikacja, energia odnawialna, modernizacja sieci, pojazdy elektryczne i centra danych opierają się na miedzi w sposób, który trudno zastąpić. To nie jest poboczna rola tego metalu. Jest on wpisany wszędzie tam, gdzie nowoczesna gospodarka próbuje rosnąć.

Jednocześnie podaż stała się bardziej, a nie mniej ograniczona. Nowe projekty miedziowe od odkrycia do produkcji zajmują obecnie około siedmiu do osiemnastu lat, a po uwzględnieniu pozwoleń, oceny środowiskowej, sprzeciwu społecznego i dyscypliny kapitałowej często nawet dłużej. Średnia zawartość rudy systematycznie spada, co oznacza, że każda dodatkowa tona wymaga więcej energii, więcej ziemi i więcej czasu na wydobycie niż poprzednia. Lata niedoinwestowania w okresie taniego kapitału sprawiły, że branża miała niewielki margines bezpieczeństwa właśnie wtedy, gdy popyt zaczął się usztywniać.

Niedobór widać w danych

Badania S&P Global i głównych banków wskazują obecnie na deficyt rafinowanej miedzi liczony w niskich setkach tysięcy ton w 2026 r., a analiza scenariuszowa przesuwa tę wartość w kierunku 600 000 ton, jeśli zakłócenia wydobycia będą się utrzymywać. 

Na rynku, który wszedł w rok z relatywnie niskimi zapasami, nie jest to błąd zaokrąglenia. To sygnał ograniczenia strukturalnego. Zapasy giełdowe pozostają na tyle niskie, że przyrostowe szoki popytowe — nawet dobrze zapowiedziane — przekładają się na nieproporcjonalnie duże ruchy cen.

Dlatego zachowanie miedzi ma znaczenie — nie reaguje ona na kwartalne obawy o wzrost, ponieważ popyt, który wycenia, nie ma charakteru cyklicznego. Modernizacja sieci nie jest wstrzymywana dlatego, że odczyty PKB rozczarowują. Centra danych nie powstają w modelu just-in-time. Gdy kapitał zostanie już zaangażowany, metal trzeba po prostu pozyskać.

AI tego nie stworzyła. AI to uwydatniła.

Sztuczna inteligencja uwydatniła tę dynamikę, zamiast ją tworzyć. 

Szacunki dotyczące popytu na miedź ze strony AI i centrów danych są różne, ale prowadzą do niewygodnego wniosku: to już nie jest zjawisko marginalne. Dane inżynieryjne i branżowe sugerują, że obiekty klasy AI zużywają około 27–33 ton miedzi na megawat, czyli znacząco więcej niż tradycyjne centra danych. Pojedynczy duży kampus może pochłonąć dziesiątki tysięcy ton w trakcie budowy. Po zsumowaniu projektów już realizowanych analitycy coraz częściej szacują, że popyt centrów danych zbliża się do wysokich setek tysięcy ton rocznie, a niektóre prognozy lokują go w pobliżu trzech czwartych miliona ton do 2026–27 r.

Dokładna liczba ma mniejsze znaczenie niż kierunek. Ten popyt jest fizyczny, długoterminowy i trudno go odsunąć w czasie.

Ciche zmiany polityczne 

Polityka zaczęła uznawać tę rzeczywistość, choć publiczna narracja nadal nie nadąża. Niedawne zmiany wprowadzone w ramach One Big Beautiful Bill Act po cichu przesunęły zachęty z elektryfikacji po stronie konsumenta w stronę bezpieczeństwa surowców krytycznych, odporności sieci, obronności i strategicznych łańcuchów dostaw. 

Kredyty podatkowe dla pojazdów elektrycznych są wycofywane, a zachęty produkcyjne dla surowców krytycznych są ograniczane etapami zamiast być bez końca rozszerzane. Jednocześnie priorytety finansowania przesuwają się w stronę zapasów strategicznych i bezpieczeństwa łańcucha dostaw.

Wniosek jest subtelny, ale istotny: przyszły popyt na miedź jest przesuwany od opcjonalnej konsumpcji w stronę infrastruktury, którą rządy coraz częściej uznają za nienegocjowalną.

Srebro jako potwierdzenie, nie przypadek

Równoległy wzrost cen srebra wzmacnia ten sam przekaz. Przy cenach spot zmierzających do średnich 90 USD za uncję i ustanawianiu nowych maksimów w styczniu, srebro odzwierciedla własne deficyty strukturalne oraz rosnący popyt przemysłowy ze strony sektora solarnego, elektroniki i obronności. 

Czerwony metal i biały metal wskazują na ten sam wniosek: tak zwana gospodarka chmurowa jest w praktyce historią metalurgii.

I właśnie tutaj analogia do lat 30. XIX wieku zyskuje swoją wagę. 

Pierwsza ekspansja przemysłowa nie była płynna, tania ani natychmiastowo opłacalna. Była chaotyczna, nierówna i politycznie destabilizująca. Kapitał był zamrożony na długi czas, zanim pojawiły się widoczne zyski. Całe społeczeństwa musiały przyjąć do wiadomości, że postęp — jeśli traktuje się go poważnie — wymaga wcześniejszego poświęcenia. Rachunek pojawił się na długo przed tym, zanim korzyści zostały szeroko rozdzielone. Dzisiejsza transformacja nosi ten sam ślad.

Wnioski: co miedź naprawdę nam mówi

Lekcja z lat 30. XIX wieku jest taka, że „najpierw obciąża systemy, a dopiero potem je nagradza”. Miedź wtedy i dziś nie była pobocznym tematem spekulacyjnym. Była ograniczeniem, które zmuszało społeczeństwa do zmierzenia się z prawdziwym kosztem tego, co próbowały zbudować.

Patrząc przez ten pryzmat, komunikat miedzi w 2026 r. nie jest ani euforyczny, ani apokaliptyczny. Jest po prostu szczery. Postęp jest możliwy, ale ten „bezwysiłkowy wzrost” jest mitem, a materiały potrzebne do odbudowy świata fizycznego będą musiały najpierw wystawić rachunek.

Źródła:

  • Ceny miedzi i poziomy LME: Trading Economics; oficjalne dane LME dotyczące trzymiesięcznej miedzi (styczeń 2026)
  • Szacunki deficytu rafinowanej miedzi i kontekst zapasów: S&P Global; Reuters (styczeń 2026)
  • Terminy rozwoju kopalń i spadająca zawartość rudy: branżowe opracowania S&P Global; materiały Reuters
  • Intensywność zużycia miedzi przez AI i centra danych: materiały inżynieryjne; S&P Global; branżowe raporty Reuters
  • Zmiany polityczne w ramach One Big Beautiful Bill Act (OBBBA): Fastmarkets; CSIS; publiczne streszczenia legislacyjne
  • Ceny srebra i popyt przemysłowy: Trading Economics; Reuters; analizy branżowe dotyczące popytu ze strony sektora solarnego i elektroniki

Join 3M+ global traders

Open an account in minutes and start trading the world's markets — forex, stocks, indices, and more.